Strona Główna » Aktualności » Wywiady » Metoda dwóch gwoździ
Metoda dwóch gwoździ
Na jednym gwoździu wieszamy kartki z wydatkami, na drugim - z przychodami i bilansujemy to. Tak zrobimy reformę podatków dla rolników - mówi minister rolnictwa Marek Sawicki w rozmowie dla Gazety Wyborczej z Krystyną Naszkowską
Krystyna Naszkowska: Jak w przyszłym roku mogą się zmienić ceny żywości?

Marek Sawicki: Przypuszczam, że podobnie jak w tym, czyli należy się liczyć ze wzrostem o blisko 5 proc. Siłą, która ten wzrost napędzi, będą głównie ceny paliw i energii. Ale dramatu nie będzie, podobnie jak nie było w tym roku.

Jak kryzys światowy odbija się na naszym rolnictwie?

- Rosną ceny żywności, więc spada popyt. Już wiemy, że w tym roku popyt na żywność spadł w Polsce o 0,7 proc. Ten spadający popyt jest też hamulcem, który sprawia, że ceny nie wzrosną jeszcze bardziej.

A co PSL myśli o propozycji ministra Sikorskiego - reformowania Unii?

- Głosy są podzielone. Poczekajmy - będzie dyskusja w rządzie, pewnie debata w Sejmie. Ja osobiście jestem za wzmacnianiem instytucji unijnych, ale przeciwko Unii federalnej na wzór federacji niemieckiej. Wielu w PSL myśli podobnie.

Nie uważa pan, że obecny kryzys w strefie euro jest najlepszym dowodem, że Unia powinna się zmienić?

- Proponuję głębokie zmiany w unijnej Wspólnej Polityce Rolnej na następne lata, ale czuję się zwolniony z dyskusji na temat fiskalizacji Unii.

Czuje się pan zwolniony, bo tego wymaga lojalność wobec koalicyjnego partnera?

- Pozostawiam to bez odpowiedzi.

To jak głęboka jest ta lojalność?

- Nie namówi mnie pani na wynurzenia.

Dlaczego?

- Kiedyś może o tym porozmawiamy.

To niech pan wytłumaczy, jak to się stało, że w poprzednim rządzie PO-PSL byliście tak lojalnym partnerem i wytrwaliście do końca kadencji? Po raz pierwszy zresztą.

- Żadna koalicja od 1989 r. nie dotrwała do końca kadencji. Być może po 22 latach wszyscy zmądrzeliśmy. Doszliśmy do tego, że warto zgodnie współpracować.

Przed nami ciężkie cztery lata?

- Nie gorsze niż te, które mijają, i nie aż takie, jak niektórzy politycy zapowiadają. Ciągle jesteśmy straszeni, że czeka nas niemal koniec świata, katastrofa. W tym roku też miała być katastrofa, a nic z tych rzeczy. W III kwartale osiągnęliśmy 4,2 proc. wzrostu PKB. Żaden ekonomista aż takiego wzrostu nie przewidywał. W listopadzie nie wzrosło bezrobocie, a co roku w tym miesiącu rosło.

Patrzę w przyszłość z optymizmem i wierzę, że kryzys europejski nie będzie aż tak głęboki, jak się mówi. Może niektórym politykom te katastrofalne prognozy są na rękę, by mogli potem, kiedy okaże się, że katastrofy nie było, mówić, że to ich zasługa.

Od czasu naszego wejścia do Unii na polską wieś napłynęło 130 mld zł. Dobrze je wydaliśmy?

- Zdecydowanie tak! Dzięki tym pieniądzom wieś się zmieniła, a polskie rolnictwo może śmiało konkurować z zachodnim.

Nie uważa pan, że większa część tej kwoty powinna pójść na inwestycje, a nie na konsumpcję?

- Uważam. Ale z badań wynika, że ok. 75 proc. tych dopłat bezpośrednich idzie jednak na inwestycje. Przecież kupno nawozów to nie jest konsumpcja, tylko inwestycja w gospodarstwo.

To na czym ma polegać ta głęboka reforma WPR, która się panu marzy?

- Oczekuję, że Unia przestawi się z płacenia rolnikom za gotowość do produkcji, a będzie bardziej wspierać rolników aktywnych, modernizujących swoje gospodarstwa, inwestujących. Tych, których dziś jest zaledwie kilkanaście procent. Oczekuję, że zamiast zajmować się tylko dystrybucją budżetu, unijni decydenci pomyślą, jak dać impuls rozwojowi rolnictwa w Unii.

Czy to nie oznaczałoby, że wzrosłyby fundusze przeznaczone na inwestycje kosztem dopłat bezpośrednich? Przecież nie ma szans, by wzrosła pula pieniędzy, jaką Unia przeznacza na rolnictwo.

- Tam jest zbyt dużo niuansów, by o tym teraz ogólnie mówić, zwłaszcza że jesteśmy na początku dyskusji o przyszłości WPR. Spowodujemy tylko zamieszanie. Nie można straszyć wsi, a niedomówienia są wykorzystywane do straszenia, a nie do poważnej dyskusji. Dziś nie ma w Unii polityka, który z pełną odpowiedzialnością może powiedzieć: wiem, jaka będzie polityka rolna po 2013 roku.

Co się zmieni dla rolników w najbliższych czterech latach?

- Najważniejszym naszym zadaniem będzie pilnowanie reformy unijnej WPR. Decyzje, jakie zapadną, wyznaczą kurs tej polityki na najbliższe dwa-trzy dziesięciolecia. W tej kadencji planuję połączenie Agencji Rynku Rolnego z Agencją Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. Połączymy też w jedną instytucję wszystkie inspekcje zajmujące się ochroną i kontrolą żywności, tak by było mniej biurokracji, a więcej działań kontrolnych. Da to niższe koszty działania, a większą efektywność.

A co z Agencją Nieruchomości Rolnych?

- Pozostanie samodzielna. Ta agencja zbyt wolno prywatyzowała ziemię skarbu państwa. Musi przyspieszyć. Na mój wniosek premier odwołał już prezesa i rozpisaliśmy konkurs na to stanowisko.

Co ze składką rolników na zdrowie?

- Wszystko zostało już powiedziane: rolnicy prawdopodobnie od lutego 2012 r. będą płacili składkę zdrowotną. Do końca 2011 r. powinien być już gotowy projekt ustawy. Będzie tak jak w innych grupach zawodowych: rolnicy zapłacą na zdrowie 9 proc. od swoich dochodów, z tym że 1,25 proc. zapłacą sami, a 7,75 proc. będzie im potrącane z podatku.

Jakiego podatku?

- Na razie rolnicy płacą podatek gruntowy, te 7,75 proc. będzie więc ściągane z tego podatku albo bezpośrednio z budżetu państwa. Pamiętajmy, że podatek gruntowy rolników jest dziś dochodem samorządów, więc jeśli wykorzystamy go do płacenia składki na zdrowie, to budżet musi to samorządom zrekompensować.

Jest pełna zgoda PSL i PO w tej kwestii?

- Trudno mówić o zgodzie, skoro nad projektem dopiero pracują resorty zdrowia i pracy. Nie sądzę jednak, by w tej sprawie doszło do sporów w koalicji.

Niezależnie od tego, jaki ten projekt będzie?

- Różnica w poborze składki zdrowotnej między propozycją ogłoszoną przez premiera a projektem PSL, który leży w Sejmie, sprowadza się do 75 mln zł. Premier chce, by rolnicy mający do 6 ha byli zwolnieni z płacenia tej składki, my - by zwolnienia objęły rolników do 15 ha. To nie jest znacząca różnica dla budżetu, który w całości wynosi ok. 300 mld zł.

Jest też jeszcze druga różnica. Wy chcecie, by przy liczeniu wysokości składki płaconej przez rolników była brana pod uwagę różnica w dochodach między rolnikami a innymi działami gospodarki, tzw. parytet, a premier proponuje, by składkę rolników porównać do składki płaconej przez właściciela średniej wielkości zakładu rzemieślniczego. A to oznacza różnicę w wysokości miliardów złotych.

- Projekt PSL też odnosi się do systemu ubezpieczenia zdrowotnego płaconego przez samozatrudniających się, z tym że rzeczywiście my zgłaszamy koncepcję parytetu dla wszystkich, a premier tylko dla rolników mających gospodarstwa między 6 a 15 ha. Ale to jest problem ministra finansów, jak to wyliczy. Z tego powodu nie będzie rozpadu koalicji.

Kto ustąpi?

- A nie wiem! Jesteśmy w trakcie rozmów!

Co się zmieni w płaceniu składek emerytalnych przez rolników?

- Oczekiwania społeczne są takie, że reforma systemu emerytalnego rolników da duże dodatkowe dochody budżetowi. Sprawiła to nierzetelnie i powiem wprost - nieuczciwie nakręcana przez media informacja, że z reformy KRUS będą dodatkowe pieniądze. Ktoś nawet wyliczył, że da to budżetowi 4,5 mld zł.
KRUS nie jest kopalnią złota i w wyniku jego reformy pieniędzy budżetowi nie przybędzie. Ale skoro wszyscy się upieramy, że ma być tak prowadzony jak ZUS, to to zrobimy. W ten sposób jednak podniesione zostaną koszty administracyjne i wygenerowane zadłużenie, bo zadłużenie w KRUS od paru lat nie rośnie, a w ZUS - rośnie.

To znane argumenty PSL. Sprawa jest przesądzona: premier w exposé obiecał, że rolnicy będą traktowani jak inne grupy zawodowe.

- Nie, premier tego wcale nie obiecał. Jeszcze raz mówię: jeśli media sobie tego życzą, by gorszy system zastąpił lepszy, to proszę bardzo! Zrobimy to.

Jak to będzie wyglądało?

- O to proszę pytać premiera i ministra finansów. Ja tylko jako polityk i wiceprezes PSL uważam, że jeśli mamy reformować system emerytalny, to trzeba pomyśleć o wszystkich grupach zawodowych i reformować całość. Trzeba wrócić do pomysłu PSL o emeryturach obywatelskich, ryczałtowych, opartych na ryczałtowej składce. Pomysł prosty i tani.

Fajnie, ale jednak pewnie wprowadzimy nowy system emerytalny dla rolników oparty na podatku dochodowym dla rolników, bo tak wynika z exposé premiera. Od kiedy?

- Sądzę, że w 2012 r. projekt systemu podatkowego zostanie przygotowany. 2013 r. będzie przeznaczony na proces legislacyjny i na wdrażanie ustawy, a sam system wejdzie w życie od 2014 r.

Jak będzie liczony ten podatek dochodowy?

- Zobaczymy, co przedstawi minister finansów.

Przypuszczam, że ma pan od dawna w głowie swoją propozycję.

- To bardzo proste: metoda dwóch gwoździ. Na jednym wieszamy kartki z wydatkami, na drugim gwoździu z przychodami i bilansujemy to.

Czyli od 2014 r. w rolnictwie będzie obowiązywał podatek dochodowy?

- To nie powinien być system powszechny. Każdy rolnik powinien mieć wybór. Ten podatek powinno wprowadzać się tylko dla tych, którzy chcą się rozliczać na zasadach ogólnych. Dla tych zaś, którzy tego nie chcą, przez pewien czas powinien zostać utrzymany podatek gruntowy.

Taka forma przejściowa powinna obowiązywać przez siedem lat. To jest konieczne, ponieważ wprowadzenie od razu powszechnego podatku w rolnictwie podniesie ogromnie koszty administracyjne - naliczania, ściągalności i kontroli - nie przynosząc żadnego efektu budżetowego.

Chyba nie może pan dziś powiedzieć, że żadnego?

- Mogę. W odróżnieniu od wielu dziennikarzy, którym wydaje się, że podatek przyniesie budżetowi kolejne 4,5 mld zł, wiem, że w rolnictwie tych pieniędzy nie ma.

Czy może pan choć na chwilę przestać mnie atakować?

- Nie atakuję pani, ale to informacje wykreowane przez media. Dziś podatek gruntowy, jaki płacą rolnicy, oparty jest na cenie żyta, a ta jest wysoka. Z tego tytułu w 2012 r. rolnicy zapłacą ok. 1,6 mld zł. Tymczasem w zeszłym roku rolnicy sprzedali swoje produkty za 76 mld zł.

Gdybyśmy przyjęli, że rentowność w rolnictwie wynosi 10 proc., a nie wynosi, to do opodatkowania byłoby 7,6 mld. Nałóżmy na to 20 proc. podatek i otrzymamy ok. 1,5 mld zł wpływu do budżetu z tego podatku. Tyle samo lub nawet mniej niż dziś wpływa z podatku gruntowego. Robimy więc coś, co przyniesie dużo ruchu administracyjnego, ale pieniędzy nie da.

A co będzie z podatkiem gruntowym od 2014 r.?

- Będzie zastępowany przez dochodowy - albo, albo. Nie można płacić dochodowego i gruntowego jednocześnie. Premier to powiedział.

A nie można podatku gruntowego zastąpić ryczałtowym podatkiem dochodowym?

- Na to nie będzie zgody PSL. Dochody rolników są nieprzewidywalne, bo susza, powódź, mróz itd. Może być nawet kilka lat z rzędu strat. Jeślibyśmy wprowadzili ryczałtowy podatek dochodowy, czyli rolnik płaciłby go niezależnie od uzyskiwanych dochodów, to oznaczałoby wprowadzenie na wsi działań komorniczych. Kto przejmie te upadające gospodarstwa, kto zajmie się uprawą ziemi rolnej?

W ciągu ostatnich ośmiu lat z polskiego rolnictwa wypadło ok. 400 tys. gospodarstw, a z produkcji rolnej zostało wyłączone ok. 1,5 mln ha. Jak to możliwe, skoro media ciągle podają, jak to rolnikom jest dobrze, ile to ulg mają, ile dopłat dostają?

Jeśli wprowadzimy dochodowy podatek ryczałtowy, to w ciągu siedmiu-ośmiu lat stracimy kolejne 1,5 mln ha ziemi rolnej. A to oznacza, że z kraju produkującego nadwyżki żywności, staniemy się krajem importującym żywność. Będziemy wtedy importować żywność i eksportować siłę roboczą, bo nie będzie pracy dla tych, którzy dziś ją produkują. Do tego nie można dopuścić.

Nie wydaje się panu dziwne, że PSL tak broni interesów rolników, a rolnicy głosują na PiS i na PO, a PSL jest dopiero na trzecim miejscu?

- PSL jest partią racjonalną, kierujemy się zdrowym rozsądkiem. Zanim zrobi się reformę, trzeba dobrze policzyć, jakie będą jej efekty. Rząd Buzka zasłynął z wprowadzenia czterech wielkich reform i dziś wiemy, że dwie z nich - emerytalna i zdrowotna - się nie udały.

To nie jest odpowiedź na moje pytanie.

- Wieś jest obszarem, gdzie mieszkają zdrowi, normalni ludzie.

Którzy coraz chętniej głosują na PiS i PO zamiast na PSL.

- Mają prawo. Ale skoro na pierwszym miejscu stawiają prezesa Kaczyńskiego, to powinni od niego oczekiwać jakichś propozycji, nie tylko zaproszenia do ciągłego maszerowania przeciw czemuś lub komuś.

Prezes ma propozycję: niczego nie zmieniać. Ale pan go przypomina, bo w gruncie rzeczy też by pan niczego nie zmieniał. Zgadza się pan na zmiany w składce zdrowotnej, w KRUS, ale cały czas pan mówi, że to bez sensu, koszty administracyjne będą większe od zysków, a wszystko to wymusili nielubiący rolników dziennikarze.

- Uważam, że zmiany są potrzebne, ale w tempie i terminie, jaki proponuje PSL, a nie zmiany dla samych zmian. Zgadzam się z premierem Tuskiem, że ani KRUS, ani podatek dochodowy nie są kopalnią złota dla budżetu. I że gdyby na wsi było tak świetnie, jak twierdzą media, to nie wypadłoby z rolnictwa 1,5 mln ha.

A poza tym... Skoro wszyscy twierdzą, że Platforma chce coś zmienić w rolnictwie i tylko PSL jej nie pozwala, i skoro spora część wsi zagłosowała na PO, to może jednak wieś oczekuje zmian?
Źródło: wyborcza.pl

Treści publikowane w portalu dostępne są na warunkach określonych w licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0,
z wyjątkiem przypadków gdy zastrzeżono inaczej. Polskie Stronnictwo Ludowe 2008-2010