
PSL w regionach:
Na skróty:

Rozmowa ze STANISŁAWEM RAKOCZYM, posłem PSL, przewodniczącym sejmowej Komisji ds. Unii Europejskiej.
Wśród priorytetów naszej prezydencji są między innymi bezpieczeństwo żywnościowe, energetyczne, obronne, partnerstwo wschodnie, rynek wewnętrzny. Które z nich pana zdaniem są dla nas najważniejsze?
- Wszystkie są ważne, natomiast ciągle podkreślamy znaczenie bezpieczeństwa żywnościowego, szczególnie teraz, gdy ceny produktów spożywczych są coraz wyższe, a ten rynek poddawany jest działaniom spekulacyjnym, co dodatkowo go destabilizuje. Stąd utrzymanie równowagi na nim musi być priorytetem. Skupiamy się na też na funkcjonowaniu wspólnego rynku, bo w dużej mierze dzięki funduszom unijnym mamy wzrost gospodarczy i dobrą kondycję ekonomiczną. Istotne jest także to, że podczas naszego przewodnictwa w Unii rozpoczną się negocjacje na temat kształtu unijnego budżetu na lata 2014-2020, w tym zmian we wspólnej polityce rolnej, na którą przeznacza się znaczącą ilość środków z unijnej kasy.
Nie da się ukryć, że polskie przewodnictwo w UE przypada na bardzo trudny dla Europy okres. Kraje strefy euro skupiają się na ratowaniu państw zagrożonych bankructwem, na co przeznacza się gigantyczne pieniądze. Unia musi też radzić sobie z napływem imigrantów z Afryki Północnej. Czy te problemy nie zepchną na dalszy plan naszych priorytetów?
- Swoje priorytety będziemy starali się realizować, mimo że życie pisze swoje scenariusze. Musimy pamiętać o podstawowej rzeczy - prezydencji nie sprawuje się w imieniu kraju, lecz całej Wspólnoty. W czasie tego półrocza nasz głos będzie więc głosem Unii. Trudno więc nie przywiązywać należnej wagi do tego, co dzieje się w Unii, jak i na świecie. Kto by pomyślał jeszcze kilka miesięcy temu, że tragiczne trzęsienie ziemi w Japonii diametralnie zmieni politykę energetyczną Niemiec. Kto by przypuszczał, że dojdzie do rewolty w krajach Afryki Północnej, czego skutkiem jest ogromna fala emigrantów, z czym Europa musi sobie poradzić. Musi również zmierzyć się ze złą sytuacją finansów państw południa kontynentu. Jakby tych problemów było mało, opinią publiczną wstrząsnęły tragiczne wydarzenia w Norwegii, obok których nie można przejść obojętnie. Polska będzie musiała zabierać głos w tych sprawach i nasza aktywność będzie miała tu duże znaczenie.
Jednak, gdy toczyły się rozmowy o zasadach pomocy bankrutującej Grecji, Polska w nich nie uczestniczyła.
- Tak naprawdę, nie wiem dlaczego minister Rostowski w tych rozmowach nie brał udziału. Chciałbym wierzyć w jego wersję. Podczas tej prezydencji musimy zrobić wszystko, by udowodnić, że jesteśmy krajem, który stanowczo sprzeciwia się Unii dwóch prędkości. Na to czekają nie tylko Polacy, ale i społeczności w nowych krajach UE.
Jak już pan wspomniał, rozpoczęły się negocjacje o nowej perspektywie finansowej na lata 2014-2020. Nie da się ukryć, że trudno będzie osiągnąć konsensus, bo wiele państw członkowskich, zwłaszcza mocny jest tu głos krajów skandynawskich, Holandii i Wielkiej Brytanii, chce ograniczenia wydatków z unijnej kasy.
- W sytuacji, gdy niemal cała Europa zmaga się ze gigantycznym zadłużeniem, nie będzie łatwo dojść do porozumienia w sprawie przyszłego kształtu unijnego budżetu. Te rozmowy dopiero się zaczęły i będą trwać przez cały okres sprawowania prezydencji przez nasze trio, czyli Polskę, Cypr i Danię. Wszystkie trzy kraje muszą podjąć starania, by doprowadzić do ostatecznych ustaleń dotyczących nie tylko wielkości budżetu, ale i sposobów jego podziału. Optymistyczne jest to, z czym wystąpił komisarz Janusz Lewandowski. Jego propozycje bardzo by nam odpowiadały, bo zapewniłyby nam podobne środki, jakimi dysponujemy obecnie. A to by oznaczało, że przez najbliższe siedem lat Polska będzie największym w Europie placem budowy. Unia jest teraz na zakręcie i musi sobie odpowiedzieć na pytanie - dokąd zmierza. Tak, jak mówili jej ojcowie, musi to być przede wszystkim Europa solidarna. W dobie kryzysu można zrozumieć żądania ograniczenia wydatków, czego domagają się płatnicy netto. Ale nie mogą oni nie zauważać, że pieniądze, które wpłacają do budżetu, w znacznym stopniu do nich wracają, chociażby w postaci inwestycji, które prowadzą w krajach, do których te środki trafiają.
Jednak kryzys sprawił, że rządy państw koncentrują się na rozwiązywaniu własnych problemów i o tę solidarność jest w Unii coraz trudniej.
- Trzeba zrobić wszystko, by tę solidarność przywrócić i tchnąć w Unię nowego ducha. Wierzę, że to się uda. Wbrew temu, co wieszczą niektórzy eurosceptycy, Wspólnota przetrwa trudny dla niej czas. Tylko zjednoczona Europa jest w stanie sprostać konkurencji takich potęg gospodarczych, jak: USA, Chiny, Indie czy Rosja. Żaden z unijnych krajów w pojedynkę temu nie podoła.
Polsce zależy na utrzymaniu dotychczasowych wielkości funduszy przeznaczanych na politykę spójności. To te pieniądze pozwalają biedniejszym krajom Unii na przyspieszenie rozwoju gospodarczego. Przeznaczają je na budowę dróg i autostrad, modernizację kolei czy inwestycje w ochronę środowiska. Jaka jest szansa, że nadal będą otrzymywać nie mniejsze niż obecnie środki?
- Nie sądzę, by Unia zrezygnowała z polityki spójności. Przecież jest ona głównym nośnikiem postępu w krajach Wspólnoty. Przed laty z funduszy tych skorzystały kraje zachodnie. Nie znajduję uzasadnienia, by teraz tych możliwości mieliby być pozbawieni nowi członkowie Unii. Owszem, rozmowy o kształcie polityki spójności w nowej perspektywie finansowej będą trudne, ale porozumienie musi być zawarte.
W przygotowanej strategii Europa 2020 stawia się na innowacyjną gospodarkę, opartą na wiedzy, i nowych technologiach. Czy realizacja tego priorytetu nie odbędzie się kosztem polityki spójności?
- Trzeba zadbać o to, by tak się nie stało. Są przecież możliwości znalezienia w unijnym budżecie pieniędzy na wspieranie innowacyjnych rozwiązań. Zgadzam się, że Unia musi przestawić swoją gospodarkę na innowacyjne tory, bo tylko w ten sposób będzie mogła sprostać konkurencji na światowym rynku, ale należy to uczynić bez uszczuplania środków na politykę spójności.
Znany jest projekt Komisji Europejskiej o nowym unijnym budżecie. Zakłada on zamrożenie wydatków na wspólną politykę rolną oraz na politykę spójności.
- Po wejściu w życie traktatu lizbońskiego ostateczne decyzje podejmują Rada Europejska i Parlament Europejski, a opinie tych gremiów dotyczące unijnych fi nansów są zupełnie inne niż Komisji Europejskiej. W tej sytuacji jej propozycji nie można uznać za wiążące.
Tragedia w Norwegii pokazała, że w wielu krajach Unii istnieją ugrupowania ekstremalne i ludzie, którzy w imię chorej idei sieją terror. Jak można temu przeciwdziałać?
- Skrajnie lewackie i skrajnie prawicowe grupy były, są i będą i to wszędzie na świecie, a nie tylko w Europie. Ważne jest, by je stale monitorować i nie dopuszczać do tragicznych zdarzeń. Konieczne jest też powstrzymywanie ludzi, by nie mogli zrobić czegoś tak strasznego, jak w Norwegii, kraju uznawanym dotąd nie tylko za bogaty, ale i bezpieczny. Gdy mimo to dojdzie do tragedii, służby muszą być przygotowane na takie działanie, by ofi ar było jak najmniej. Niestety, w Norwegii policja była dość nieudolna.
Czy wydarzenia w Norwegii nie spowodują, że poszczególne kraje unijne, pod pozorem zapewnienia sobie bezpieczeństwa, zaczną się zamykać?
- Jestem zdecydowanym przeciwnikiem podejmowania jakichkolwiek decyzji, zwłaszcza zmian w prawie, pod wpływem emocji. To nie otwarte granice w Unii doprowadziły do tej tragedii. Konieczne jest jednak znalezienie złotego środka, tak, by odpowiednie służby mogły prowadzić działania niezbędne dla zapewnienia ludziom bezpieczeństwa, ale bez ograniczania ich wolności i swobód.
Jednak Dania przywróciła kontrolę na swojej granicy
- Nie zamknęła swoich granic, tylko wprowadziła częściową ich kontrolę. Tak naprawdę nic to jej nie daje, a zepsuło wizerunek tego kraju i naraziło go na oskarżenia o łamanie zasad obowiązujących w strefie Schengen.
Sprawowanie przewodnictwa w Unii jest dla Polski nie lada wyzwaniem, zwłaszcza teraz, gdy zmaga się z tak wieloma problemami. Jak w prace, związane z prezydencją włączy się parlament?
- W wymiarze parlamentarnym odbędzie się około 280 spotkań, w których wezmą udział przewodniczący narodowych parlamentów, a także szefowie różnych ich komisji. Zaprezentowałem na forum Sejmu parlamentarne priorytety naszej prezydencji, które staramy się realizować. Pod naszym przewodnictwem odbędzie się też konferencja w Parlamencie Europejskim. Pracy jest tak dużo i wymaga ona tak ogromnego zaangażowania, że nie będę miał czasu na prowadzenie własnej kampanii wyborczej do Sejmu.
Rozmawiała Teresa Hurkała